• Wpisów:65
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 16:54
  • Licznik odwiedzin:22 053 / 1909 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Podsycamy w sobie ból, bo to jedyne co nam zostało. | Chuck.
 

 
Ma wiele twarzy i czyha na nas za każdym rogiem.
Jest mroczna, dokuczliwa, dręcząca. Zabiera radość życia, a przynosi bezgraniczne cierpienie, odrętwienie, bezsilność, bezradność i lęk. Jest okrutna dla wszystkich, których wzięła w swoje objęcia. Potrafi zupełnie odebrać możliwość działania, myślenia, odczuwania. Niechęć do życia, jaką ze sobą niesie, zabiera apetyt, sen, zainteresowania, pamięć. Potrafi nawet skłonić do odebrania sobie życia. Bez względu na to, jaki jest jej powód.

Przypomina Ci to coś?

Mnie?
  • awatar mój.nick: prowadzisz świetny blog.! :) +zapraszam do mnie jeśli masz ochotę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moje zmęczone serce bije coraz wolniej ...
 

 
Czasami ma dość. Czuję wtedy, że już czas na mnie. Wydaje mi się, że nic mnie już tu nie trzyma. Chcę uciec. Uciec z tego świata. W końcu przestać się bać. Nie obawiać się, że tego wieczoru może być źle.
Czasami mam ochotę skoczyć z mostu. Ta chęć jest taki silna, taka realna, że wydaje się nie do pokonania. Jeszcze gorsza jest myśl, że musisz ją pokonać, stawić jej czoła, kiedy w głowie słyszysz " Skacz! "
 

 
już czas. To odpowiednia chwila, aby się obudzić. Zanurzyć głowę w rzeczywistości. Opuszkami palców dotknąć prawdę. Musnąć wargami życie. Czas otworzyć oczy i pokazać, że pozostało w nich chodź trochę światła. Odrzucić złe uczucia. Czas zacząć rozkoszować się życiem. Należy przestać krwawić, płakać. Wprowadza się zakaz umierania. Tylko życie, tylko światło.
 

 
And you will never know what I feel What I need from you no.
 

 
Kiedy ma się złamane serce,nie można zasnąć,bo gdy się człowiek przewraca z boku na bok,ostre kawałki kłują go w żebra.
 

 
Widzę to czego nie powinnam.
 

 
Ręce poczerwieniałe z żalu.
Krwawa rzeka wspomnień spływająca po jej dłoniach.
 

 
Powinnam sobie pomóc. Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że coraz gorzej ze mną i będzie coraz trudniej. Jak do tej pory nie wygrałam żadnej walki. Za każdym razem poddawałam się. Zawsze kończyło się tak samo. Nie umiem powiedzieć 'nie'. W dodatku mój głos w głowie ciągle powtarza mi jak beznadziejna jestem przez co nienawidzę siebie coraz bardziej. Doprowadza mnie do płaczu. Czasami mam go dość. To przez niego jestem jaka jestem. To jebie mi psychikę. Często się ze mnie śmieje. To taki okropny śmiech, głowa mi od niego pęka. A gdy się poddam wydaje się być zadowolony zarówno z siebie jak i ze mnie. Tak jakbym go w tym momencie uwalniała, a może on wtedy przybiera na sile. Zresztą nie obchodzi mnie to. Ważne, że jest i nigdzie się nie wybiera. ostatnio nie było go przez dwa dni. Jakby wyjechał. czułam się tak ... pusto. Musiałam sama podejmować decyzje, a one były tak cholernie trudne. Nie widziałam co mam robić. Jego ciągle nie było.W końcu wrócił i znowu zaznałam spokoju, znów było okey. Wybrał odpowiednie decyzje za mnie. Czasami myślę, że warto mu nadać imię. Ale jakie ? Nie zasługujesz na zwykłe męskie imię, bo nie jesteś zwykły przyjacielu. Może po prostu będę Ci mówić na Pan ? Podoba Ci się ? Cieszę się. Lubisz wykorzystywać fakt, że może Cię zabraknąć. Lubisz jak się wtedy denerwuję, że mogę zostać sam, że już nie będziesz mi pomagał. Stałeś się w pewnym sensie moim rodzicem, a ja 3-letnią córeczką. Podejmujesz za mnie wszystkie decyzje, bo ja jestem niczego nie świadoma. Może zacznę Ci mówić tato ? Nie, to głupie. Dziękuję, że jesteś i coraz bardziej mnie niszczysz. Zbliżasz mnie do śmierci, wiesz ?
 

 
Jak farbą, moja koszulka spryskana łzami.
 

 
Tak tu ciemno. Tak strasznie i zimno. Tak ponuro, nieswojo. Mam zimne dłonie, zimne serce. Wszystko jest dla mnie złe. Takie dziwne i niewidoczne. Chyba straciłam wzrok. Widzę tylko ciemność. Znów kuje mnie serce, znowu to przeczucie, że nie dam rady. Znowu moje myśli krążą wokół jednej rzeczy, której się najbardziej obawiam. Przecież już nie chcę. Obiecałam sobie, że wytrzymam. Jest coraz bardziej ciężko. Znowu robię złe rzeczy, niszczę się. Myślałam, że jest już dobrze. Nie chcę zacząć odliczania od zera. Chcę żyć. Nie mam już siły na nic, więc co zrobić, aby zachciało mi się żyć? Muszę coś ze sobą zrobić. Może coś poprawić, naprawić, naoliwić, wstrzyknąć w żyłę życie. Jak długo jeszcze ? Nie chcę tak skończyć swojego życia. Może za dużo myślę ? Może tylko sobie to wmawiam. Może to tylko siedzi w mojej głowie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czy miałaś kiedyś uczucie, czy miałaś wrażenie, że ci serce pęknie? Czy chciałabyś rozciąć sobie pierś i wydrzeć serce, żeby zakończyć ból? To by mnie zabiło, powiedzą postronni, ale nikt nie pomyśli, że to już mnie zabija. Włócznia w boku, aż pali. Kolec wrastający w ciało, owijający je pędami bólu, doprowadzającymi do agonalnych spazmów umysłu zatrzaśniętego w klatce prawdopodobieństwa. Powiedzą: nie myśl, znajdź lekarstwo. Nie moi (nie)drodzy, nie tym razem. Nie wtedy, kiedy coś pali jak ogień. Takie życie jest za długie. Robi się ciemno. Dzięki Bogu, dzień się zaraz skończy. Bo ileż można wypełniać godziny samym sobą, podczas gdy inni wciąż szukają dodatkowych sekund? Nie odmierzają czasu, tylko żyją. Szczęśliwi z innymi. Nienawidzę ich.
 

 
Ostatnio czuję się tak strasznie źle. Nie umiem oddychać. Coraz gorzej ze mną. Nie umiem żyć. Nie mam już siły. Chcę umrzeć. Teraz naprawdę tego chcę. Proszę zrób coś ze mną. Nie umiem żyć. Nie umiem. Nie umiem. Nie umiem. Tak strasznie chcę płakać, potrzebuję samotności. Muszę to zrobić, bo inaczej nie dam rady. Nie potrafię nikomu powiedzieć. Czuję wszystkie moje blizny. Dawno nie było ze mną aż tak źle. Przecież ja ledwo żyję. Przecież ja nie chcę żyć.Teraz to dopiero zrozumiałam czy to ukrywało się w mojej świadomości ? Już kompletnie oszalałam. Nie mogę jeść, nie mogę spać, nie mogę kochać, nie mogę żyć. Mam nadzieję, że moja śmierć jest już bliska, bo nie wytrzymam. Umieram. Dziś umarłam, od dziś jestem nikim. Nie mam już siły. Pozwólcie mi umrzeć, błagam.
 

 
Mogę się zmienić. To całkiem proste. Mogę śmiać się całymi dniami, mogę zacząć być szczęśliwa. W końcu docenię życie. Zacznę je szanować i dziękować za nie. Ale po co ? Aby nikt nie pytał ? Abym przestała płakać ? Abym przestała się ranić ? To nic nie da, bo szczęśliwa będę jedynie w twoich oczach. Nie w moich. Wrócę do domu i znów będę tą złą. Dobrze wiemy jak to się skończy. Ból wróci dwa razy silniejszy, a ja dwa razy słabsza.